Zaproszenie na spotkanie autorskie

Stowarzyszenie Przyjazna Osowa zaprasza na prezentację zdjęć polarnych i książki poetyckiej „Rozbitek”, których autorem jest Leszek Nord. Spotkanie odbędzie się w czwartek, 29.05.2014., o godzinie 19 w sali biblioteki Gimnazjum w Osowej przy ulicy Wodnika 57.

Aleksandra Słowik

ROZBITEK CZYLI JAK CIAŁO WYDOBYWA SIĘ Z CIAŁA I TWORZY WŁASNĄ KRESKĘ.

          Mam przed sobą zbiór wierszy Leszka Norda pt. „Rozbitek”. Zbiór wyjątkowych wierszy w urodzie i pochodzeniu, ponieważ spisane zostały za kołem podbiegunowym. Leszek Stępniak, bo tak brzmi prawdziwe nazwisko poety, znany był już wcześniej. Pojawił się w latach 80. w kręgach poetyckich Trójmiasta, publikował w swoje wiersze w prasie literackiej oraz lokalnej.  Życie zmusiło go do podejmowania różnych zajęć, ostatecznie wybrał Spitzbergen, gdzie pracuje jako cieśla. Nie zaprzestał jednak pisania wierszy i tak w roku 2010 ukazał się nakładem Zaułka Wydawniczego „Pomyłka (Szczecin) arkusz poetycki zatytułowany 13 wierszy. Obecny zbiór wiersz jest dużo bogatszy, składa się bowiem z 44 utworów, utrzymanych w podobnej formie i nastroju jak te, które opublikował w arkuszu.

Zwarte to wiersze i proste jak krótki spacer po arktycznej okolicy. Biała przestrzeń – lód, śnieg, skały, czasem zapis na kamieniu lub ślad niedźwiedzia. Wydeptuję ścieżkę pisze Nord w wierszu Ślad. Ważny  ślad i trop, bo oto któregoś dnia  słońce nie wschodzi/(…) w dolinie rozpłaszcza się noc/(…) zapada się zgiełk dnia(…). Nadchodzi polarna noc; jest cicha, uwalnia myśli. Można przyjmować jej treść przez zapachy, dźwięki;  przywoływać obrazy matki, kobiety, linii czasu, które tu zawarte są w rytach skalnych. Nie potrzebne są oczy, gdy wodzi się po tych tropach ręką, nie potrzeba światła, kiedy poeta dotyka blizn, rysunków zdarzeń; kładę palce w tępe zagłębienia/ omszałe o tysiącleciach ryty/ słyszę plusk wioseł/śmiech towarzyszy/czuje zapach rybich ławic(…)(Ryty). To świat umieszczony w przyrodzie, zakopany w pamięci. Wydaje się go być niepoliczalnie wiele. Rodzą się obrazy. Część z nich jest widzialna, gdy przychodzi polarny dzień: lodowce nie są białe/(…)/ latem z głuchym łomotem/cielą się w morzu/woda obmywa lodowe twory/(…) nabierają kształtów obłych(…) (Miara). Stąd krok to następnego zjawiska: w słonej zatoce wieloryb/pasie stado samic/(…). Powstaje wrażenie, że nie ma końca wydobywania się życia z życia oraz że początek tego łańcucha powstał wraz z pierwszą organiczną komórką, kiedy: rozmawiali leniwie/dotykali się przypadkiem/(…) pamiętam zapach ich ciał//z niego ulepili mój świat (Dotyk). Pamięć sięga prapoczątków –  śladu stopy Gilgamesza i poczęcia w łonie matki: wtulony w nią/poprzez ciepłe powłoki/słyszałem jej głos (Sen). W jakimś czasie rodzi się ponownie, wydobywa z siebie mężczyzna: urodzić się na nowo zdołał/dopiero o brzasku/wężowym ruchem ramion/nieodpartą koniecznością/ zapisana w lędźwiach/wydostał się w wodach/z tej samej kobiety co zawsze//(…)nie był pewny/czy przedtem umierał(Poród).

           A więc jest kobieta, mężczyzna, ścieżka, która go wyprowadza do zewnętrzności i ojciec, pierwszy nauczyciel świata: ojciec mu pokazał /jakie wynajdywać drewno/szczypić na mniejsze/(…)pachnące purpurą/(…)że są ludzie/którzy płoną jak pochodnie. (Drzazgi).

Wszystkie te zdarzenia bada wciąż poeta śledząc skalne ryty. Zawierają w sobie podobne zdarzenia bliskie każdemu człowiekowi. Mówią: złowiłem rybę, jestem mocny jak renifer, wiem, co to niedźwiedź, kocham Wilczycę. Są tym samym, co zapisy tworzone przy pomocy liter : pachniało zupą w kuchni/deski podłogi/wodą z szarym mydłem/ krzesła nogami do góry/siedziały przy stole/ ludzie biegli po torach (…)Grudzień).  I dalej zapisy prostych czynności, które mają wielką wagę: obmywasz moje ciało/obcinasz paznokcie/prawie słyszę/wyszeptane w śmiechu słowa/przeznaczone dla wyśnionych kochanków. Stąd już blisko do wiersza o domu budowanym na polarnej północy: zadomawiam przestrzeń/buduję chatę z kamienia/(…)w środku wyścielam ściółką/(…)nie będzie półek na książki (Dom). Tak, tu na Północy jest mało drewna, a książki nosi się w myślach. Czasem tylko jakaś kłoda umocni ten dom i uczucia: wielka kłoda drewna/modrzew syberyjski/spuszczony Leną/ dobił morzem do brzegu/ będzie podwaliną/i miłość//bez niej nie ma sensu(…)(Wieczór). Arktyka rodzi poetę, wzmacnia go samotnością: nad głową mewy zataczają kręgi/nikt tu nie jest samotny/ tylko człowiek(Wyprawa), lecz nad wędrowcem ptak: prowadzi na wyspę słów/po imiona nowe. Miejsce, krajobraz buduje poetę: pustka, a jakby jeszcze za wiele/mchu porostów/kamieni obrosłych sinym nalotem/białych kości między nimi/…).

To poeta skupiony, oszczędny w wyrażaniu myśli. Być może Arktyka, o której pisze, w której żyje powstała ze słów ojca: nie mówił nigdy za dużo/przystanął podniósł głowę/- jakbyś spytał o życie/ nie ma innych odpowiedzi/niż te tam na górze//nad nami wisiał nieskończony kosmos/ ciała niebieskie jak wymalowane/w wiejskim kościele na firmamencie.(Ojciec) Ten cytat charakteryzuje całą poetykę Leszka Norda. Jest nią sprowadzanie Uniwersum w rzeczy małe na Ziemi, zdolność udźwignięcia samotności, kiedy wypluwa nas kosmos i odchodzi daleko: a mnie tutaj zostawili (Ryty). Zostawili, by został rytem samoistnym. Ten rozbitek jest odważny, podejmie każde wezwanie. Również wezwanie śmierci: jaki będzie stan czaszki/kiedy ją znajdą(…)(Skazaniec).

(…)

idę w ciemność

nie zabieram niczego

 

dłonie wkładam pod skórę nocy

czuje puls jej trzewi

dotykam twardych żeber

obrośniętych korą drzew

(…)

(Rozbitek)

 

Ów rozbitek oswaja otaczającą go samotność, pustkę, kamienie, lód, konsystencję życia. Stara się ją ułagodzić. Czy nie temu służy powtarzające się w dwóch wierszach obcinanie paznokci? Nie rańmy się nawzajem, mówią te wiersze. Bądźmy wrażliwi na wszelkie odczucia. Esencją tego oswajania jest wiersz Piątek. Przywołując historię Robinsona Cruzoe,  Leszek Nord opowiada własną, możliwą do spełnienia w tamtym klimacie. Może to nie człowiek do niego przyszedł, a wilk, lub może spotkał się z poszczerbionym lodowym nawisem skał: pilnuje pór karmienia/śpi pod progiem/przez sen szczerzy kły/na nieprzyjaciół moich/których jeszcze nie znam//uczę go kilku słów, tych najważniejszych/(…)/rozmawiamy długo w noc/zdzieramy gardła jak wilki(…). Jakież niezwykłe jest przenikanie się istnień w rozmowach przy lampce księżyca.

W posłowiu do tomiku „Rozbitek” Leszek Żuliński napisał: ”Co ciekawe, Nord nie łapie się ratunkowej deski religii”. Faktycznie, nie ma w utworach poety bezpośredniego odwoływania się do Boga, to nie z Bogiem Nord dzieli samotność. Nawet wyraźnie napisze w wierszu „Wyprawa” : za burtą wszystko jest/odległe jak Bóg/na wyciągnięcie ręki(…). Można powiedzieć, że ratuje się człowieczeństwem, rzetelnym człowieczeństwem. Są jednak w tej poezji ślady Absolutu: zbladła spuściła głowę/podobnie jak na tych obrazach w kościele/kiedy zdejmują Go z krzyża/(…)(Tramwaj) i bardzo wyraźne w wierszu Równowaga: stworzycielu wszystkiego czym jestem/i moich od których odszedłem/sędzio ostateczny(…).

Prawdziwe bogactwo uczuć mieści się w wierszach Leszka Norda. Pomimo schłodzenia Arktyką potrafi być czuły: wsparty głową o kolana/obmywa jej stopy(…). Taka też jest dedykacja tomiku: iwonie-mojej przystani. Dom, który czeka na niego w cieplejszym miejscu niż Spitzbergen jest podstawą nadziei przetrwania. Sprawy z przeszłości obdarza ciepłym uśmiechem (Matka). Wiele jest tu też tkliwej uważności poety, choćby wtedy, gdy pisze o ptakach: (…)są ciekawe/gdzie są nasze skrzydła/na których wznosimy się/w przestworze. Mimo trudnych warunków, w których żyje podmiot liryczny, nie ma w tych wierszach tragiczności, rozpaczy. Jest mądrość, która mówi o świetle mieszkającym w człowieku, świetle, które musi się wypowiedzieć co do słowa/tylko tak go ubywa/tak się wypala/od środka czernią.

Można by długo cytować frazy poetyckie Norda, niezwykle piękne przy prostocie wierszy np. (…)mrużąc oczy rozpalali ognie na wzgórzach(…). To wersy wielkiej urody, pisane na nordyckiej nucie, surowe, oszczędne. Wiersze jak runy, które wyjawiają prawdę. Prostotę wierszy podkreśla sposób wydania zbioru – równie surowy i piękny w opracowaniu graficznym Olgi Raciborskiej.

W kończącym tomik wierszu Pewność ten skromny, pokorny poeta pisze: że nie zabijam/nie usprawiedliwia//nie ocalam nikogo/poza sobą. Lecz czy nie ocala w nas pamięci o tym, co sami przeżyliśmy, nie budzi wyobraźni, nie pozwala dotknąć własnych blizn, uświadomić, że my też wydeptujemy ścieżkę – ryt? To bardzo wiele, panie Leszku.

Aleksandra Słowik